Korona
Polskich Półmaratonów 2016
Żeby
zdobyć KPP trzeba w ciągu roku przebiec przynajmniej pięć półmaratonów ze
specjalnej listy, z czego po jednym z trzech kategorii (http://www.psb-biegi.com.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=34271&Itemid=599).
Myśl o zdobyciu Korony zaczęła kiełkować mi w głowie,
kiedy podczas Pereł Małopolski w 2015, znajomy Janek, opowiadał jak to zdobywa
Koronę Polskich Maratonów. Przy swojej wadze 120kg i czasach nawet powyżej 6h,
nie poddawał się i biegał maratony swoim tempem. Ja o maratonach nie myślę i w
ogóle mnie do takich dystansów nie ciągnie, ale półmaraton to dystans, który
mnie nie zabija jak o nim myślę, do tego mam życiowe postanowienie, żeby się
rozwijać i przełamywać. Korona Półmaratonów miała zaspokoić obydwie moje
potrzeby – rozwijać mnie, ponieważ półmaraton biegłam wtedy tylko raz w życiu
(masakra), a przełamać miała we mnie niechęć do asfaltu (nienawidzę go ze
wzajemnością).
Zostało postanowione pod koniec 2015r., że będę robić
KPP. Jak tylko ukazała się lista półmaratonów, zaczęłam kombinować, które daty
najbardziej mi będą odpowiadać. Nie, nie patrzyłam gdzie jest bieg, ani czy
trasa jest trudna, ot biegaczka amatorka. Dopasowałam biegi do odpowiednich dat
(równocześnie miałam też robić Perły Małopolski 5+ oraz Triadę warszawską).
Zrobiłam listę wszystkich biegów i spasowałam wszystko datami. Wyglądało dość
intensywnie, jak na osobę, która prawie w ogóle nie biega, ale wykonalne. I
tak zaczęła się przygoda…
19.03.
Półmaraton Ślężański
Zimowy okres minął mi leniwie…. Czyli bezbiegowo ;p Cała
ja. No nie, kłamię. Troszkę biegałam. Nawet oficjalnie wystartowałam w 2
biegach na nieco ponad 5km i 10km, ale były to jedyne biegi na tak długim
dystansie. Tak, tak, długim…. Normalnie przebiegałam AŻ 3km. W międzyczasie
przebiegłam się może kilkanaście razy (od grudnia!).
Zdając sobie sprawę z własnej głupoty, postanowiłam że
skoro półmaraton mam już opłacony, to potraktuję go treningowo, jako długie
wybieganie i sprawdzenie. Na przebiegnięcie dałam sobie 3,5h, skoro to trening,
nie zależało mi czy uznają mój wynik czy nie. W międzyczasie dowiedziałam się,
że jest to jeden z trudniejszych półmaratonów w KPP i uważany jest nawet za
„górski”. Szczena w dół i myśl – umrę! Ale pojechałam….
Start! Dziarsko ruszyłam przed siebie i…. 500m później
już szłam :p Śmiałam się sama z siebie, ale postanowiłam wszystkie górki
podchodzić. Więc jakoś to szło, czasem biegło. Chyba na 3km poznałam super
kobitkę, Janinę i przez spory kawałek marszobiegowałyśmy razem. Później
złapałyśmy jeszcze Krzyśka i tak w 3 pokonywaliśmy trasę. Później Janina
ucieeeekła :) ale z Krzysiem już dotrwaliśmy razem do końca.
Trasa wcale nie była taka ciężka. Najgorszego podbiegu
nawet nie zauważyłam (ach te oszukane i podrasowane tabelki i wykresy). Widoki
fenomenalne! Prawie cały czas biegnie się w lesie, a przynajmniej ja
zapamiętałam, że ciągle byłam w lesie. Okazało się, że nawet te niskie góry po
asfalcie jestem w stanie kochać, jeśli mam zieleń wokół siebie. Fizycznie
zniosłam to troszkę gorzej, ponieważ na 18km już bardzo zaczęła mi dokuczać
stopa i kostka lewej nogi. W sumie mogłam się tego spodziewać, skoro nie
biegałam wcześniej. Najważniejsze, ż dotarłam do mety i tak oto ukończyłam pierwszy
bieg do KPP.
Ogromny minus to brak jakiegokolwiek posiłku dla biegaczy
z końca stawki. Na szczęście były jeszcze resztki gorącej herbaty. Bardzo się przydały,
bo cały czas wiał lodowaty wicher.
Najważniejsze dla mnie było to, że zmieściłam się w
czasie! I to, że leżąc w łóżku w hotelu, widziałam góry przez okno. Kocham te
widoki!
03.04.
Półmaraton Warszawski
Tym razem trochę się przygotowałam. Czyli co nieco biegałam,
ale długich wybiegań nie robiłam – kochane lenistwo! Wiedziałam jednak, że jak
trochę pobiegam i przebiegłam już pierwszy półmaraton, to warszawski też mi się
uda.
Tutaj spotkałam grupkę znajomych i poznałam także innych
zdobywców KPP 2016. Bieg w mojej rodzimej Warszawie! To było to! Moje widoki,
moi ludzie, moje ulice, wszystko tak znajome.
Pierwsze 10km kolega Damian przeciągnął mnie
masakrycznie! Ledwo żyłam ;) ale po drodze udało mi się jeszcze załapać na słit
focie z organizatorem biegu - Markiem Troniną, więc jakoś to szło… do 16km.
Wrócił ból kostki, ale dla odmiany zaczął promieniować na kolano. Po drodze
bardzo miła niespodzianka, bo znajoma Ola stała z cukierkami i dopingowała
biegaczy na koszmarnym podbiegu (który poszedł mi o wiele lepiej niż latem,
kiedy pierwszy raz się z nim mierzyłam). Mimo bólu, dotrwałam jednak do końca i
cała szczęśliwa ukończyłam 2 półmaraton do Korony.
18.06.
Nocny Półmaraton
Dużo biegałam przed tym półmaratonem we Wrocławiu. Jednak
zbiegł się on w czasie, kiedy psychicznie byłam nieco rozbita, a i mój zegarek
(powoli zaczynam nienawidzić sprzęt firmy na G) nie działał. Postanowiłam
pobiec bez zegarka. Postanowiłam też w ciągu dnia się przespać…. Wyszło
totalnie inaczej.
Szalałam cały dzień na mieście z koleżankami (Madzią i
Gosią), a potem poszłam na spotkanie Vege Runnersów, a potem znowu trochę
poszalałam z koleżankami. Wszystko to w dniu biegu! Efekt był taki, że jak
dotarłam do hotelu, byłam wykończona i miałam tylko 2h do startu. Nogi bolały
mnie niesamowicie, a spać nie miałam już po co. I tak, wykończona poszłam na
start.
Na bieg nocny dostałam od Ani lampki choinkowe, które
przewiesiłam przez siebie jak szarfę miss oraz uszy zająca, które migały na
niebiesko-czerwono. I dzięki Ci Aniu za to! Na nadgarstki założyłam jeszcze
czerwone sznurówki i tak zaczęłam bieg w ciemnościach. Ponieważ padało
wcześniej dość intensywnie, było parno i od samego początku biegło mi się
FATALNIE. Początek biegłam jeszcze ze znajomą Marią, ale po pewnym czasie
odpuściłam. Pomyślałam, że dotrwam do 5km i zdecyduję co zrobić, najwyżej się
wycofam, bo ewidentnie mi nie szło. Kiedy zobaczyłam tabliczkę z oznaczeniem km
w oddali, pomyślałam że jeszcze nie wszystko stracone skoro już 5km jest… ale
…. To nie był 5km a 1km! Popłakałam się! Czułam się fatalnie, fizycznie i
psychicznie. Miałam dość.
Nie zrezygnowałam z biegu tylko dzięki dopingowi ogromnej
ilości ludzi, którzy stali na całej trasie! Wszyscy zwracali uwagę na mój
kostium, świeciłam jak światełko w tunelu :)
Wszystkie dzieci przybijały mi
piątki. Dorośli, co ciekawe, również mieli radochę z przybicia piątki takiemu
świecącemu zającowi. Nawet policjanci bardzo żywo na mnie reagowali.
Plusem
lampek było też to, że oświetlały mi drogę, bo w wielu miejscach było
masakrycznie ciemno i oczywiście jak to w Polsce, było pełno dziur. Udało mi
się ukończyć bieg w limicie. Nie wiem jak się doczołgałam do mety, ale był to
(psychicznie) mój najdłuższy bieg podczas KPP.
KONIEC CZĘŚCI 1
Crown of Polish Half marathons 2016
To get the CPH had t within a year run at least five half marathons from a special list, and one of each of the three categories (http://www.psb-biegi.com.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=34271&Itemid=599 ).
My journey of winning the Crown began to sprout in my head during Pearls of Malopolska in 2015, when friend Janek told how he’s making Crown of Polish Marathons. With his weight of 120kg and even more than 6h times, he didn’t give up and ran marathons in his own pace. I don’t think about marathons and nothing drugs me for such distances, but half-marathon distance, doesn’t kill me as I think of it. I have a life decision to grow and overcome. The crown half marathons had to satisfy both my needs - develop me because I ran a half marathon then only once in my life (massacre), and the break was in me dislike of asphalt (I hate it reciprocated).
It was decided at the end of 2015. I would be doing the CPH. As soon as the list of the half marathons was released, I started to combine, to date the most I will respond. No, I was not looking where are the runs, or if the route is difficult, just amateur runner. Matched runs to the respective dates (at the same time I also do Pearls of Malopolska 5+ and Triad of Warsaw). I made a list of all the runs and folded all dates. It looked quite extensively, as for the person who almost did not run, but possible. And so I began the adventure ...
19.03. Half
Marathon Ślężański
The winter period has passed me lazy .... So I didn’t run ;p No, I'm lying. I was running a little bit. Even officially I launched in 2 runs at just over 5km and 10km, but they were only running at such a long distance. Yes, yes, long .... Normally I ran 3km. In the meantime, I ran to maybe a dozen times (from December!).
Aware of my own stupidity, I decided that since I already paid for a half marathon, I will make a training and treat it as a long distance check. I gave myself on running a 3.5 hours, it was training so I didn’t care if they consider my score or not. In the meantime, I learned that this is one of the most difficult half marathon in the CPH and it’s called even a "mountain". I was shocked and I thought – I will die! But I went ....
Start! I moved briskly ahead and .... 500m later I was walking :p I laughed, but decided to walk all climbs. So somehow it went, sometimes ran. After 3km I met great omen, Janina, and by a large piece of walk-run we did it together. Later we caught Krzsiek, and 3 of us overcame huge part of the route. Later Janina ruuuun aaawaaay :) but Krzysiek has lasted to the end with me.
The route was not so
heavy. Worst
ascent I didn’t even notice (oh, those
tricked and tweaked tables and graphs). The views phenomenal! Almost
all the time I was running in the woods, at least I remember that I was still in the
forest. It
turned out that even these low mountains on the asphalt I am able to love, if I
have greenery around myself. Physically
I endured a little bit worse, because on 18km I started to feel that my foot
and ankle hurts. All
in all, I could have been expected, since I wasn’t running before. But I made
it! I finished first half marathon for CPH.
The
huge minus is the lack of any meal for runners from the back. Fortunately, there
were still remnants of hot tea. It
was useful, because all the time was blew an icy wind.
The main thing for me was that I fit in time! And that, when I was lying in bed at the hotel, I saw through the window - mountains. I love these views!
03.04. Warsaw
Half Marathon
This time I prepared a little. So I was running a little bit, but I did not do long runs - love laziness! I knew, however, that even running a litlle I ran the very first half-marathon, the Warsaw also I can.
Here I met a group of friends and I met the other future winners of the CPH in 2016. Run in my native Warsaw! That was it! My views, my people, my streets, all so familiar.
The first 10km colleague Damian dragged me massacre! Barely I lived ;) but along the way I managed to even to make sweet selfie with the organizer of the run - Marek Tronina, so somehow it went ... to 16km. Returned ankle pain, but for a change began to radiate to the knee. Along the way, a very pleasant surprise, because Ola came with the candy and cheered the runners on a nightmarish ascent (which I done much better than on summer, when I ran it for the first time). Despite the pain I survived to the end and happily graduated 2 half-marathon to the Crown.
18.06. Night
Half Marathon
I did a lot of running before the half-marathon in Wroclaw. But it coincided with the time when I was a little mentally broken, and my watch (slowly begin to hate the equipment company's G) did not work. I decided to run without a watch. Also decided during the day to sleep .... It turned out totally different.
I was the whole day on
the town with friends (Magda and Gosia), and then I went to a meet Vege Runners,
and then again a little walk with friends. All in day of the run! The
result was that as I got to the hotel, I was exhausted and I only had 2 hours
to start. Legs hurt
me extremely, and I didn’t have time to sleep. And so exhausted I went
to the start.

For night run I got from Ania Christmas tree lights that I draped over myslef like a sash miss and bunny ears, which were flashing in blue and red. I thank you Ann for it! On wrist I wore red laces, and so I started running in the dark. Because it was raining quite heavily earlier, it was muggy and from the beginning I ran badly. I began run with my friend Maria, but after a while I gave up. I thought that I last for 5km and then I will decide what to do I wanted to withdraw, because obviously it wasn’t my day to run. When I saw a sign with the information of km in the distance, I thought that all is not lost if it is already 5km ... but .... It was not a 5km it was 1km! I cried! I felt badly, physically and mentally. I've had enough.
I didn’t give up only thanks to a huge cheering number of people who were standing along the entire route! Everyone paid attention to my costume, shone like a light in the tunnel :) All children wanted to hi five with me. Adults, interestingly, also had a jolly good time with nailing five such hare to the lighting. Even the cops reacted very vividly on me. Plus lights were illuminating my way, because in many places it was horribly dark and, of course, as in Poland, was full of holes. I managed to finish the race within the limit. I don’t know how I crawled to the finish line, but it was (mentally) my longest run in the CPH.
END OF PART 1


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz